Sezon większego napięcia w F1

Chociaż w ostatnich latach Formuła 1 krytykowana jest za nadmierną, zdaniem części kibiców, przewidywalność, to w bieżącym sezonie wytypowanie zdobywcy mistrzostwa kierowców wcale nie jest takie łatwe.

Sezon 2016 zaczął się zdecydowanie po myśli ścigającego się dla Mercedesa Nico Rosbera, który odniósł zwycięstwo w pierwszych czterech wyścigach.

Z czasem wyniki niemieckiego kierowcy zaczęły coraz bardziej odstawać od osiągnięć jego zespołowego partnera Lewisa Hamiltona, który przejął pozycję lidera klasyfikacji kierowców po wygraniu GP Węgier (24 lipca).

Walczący o trzeci z rzędu tytuł mistrzowski Brytyjczyk cieszył się rolą lidera aż do niedawnego GP Singapuru (18 września), kiedy to zwycięstwo Rosberga doprowadziło do kolejnego przetasowania na szczycie klasyfikacji.

Hamilton stracił czołową lokatę na rzecz Niemca, kończąc wyścig na trzecim miejscu. Dużym problemem dla Brytyjczka są kary za pozaregulaminowe wymiany poszczególnych podzespołów w swoim bolidzie.

Hamilton przekroczył już ustalone limity wymian na większość podzespołów, a każda dodatkowa wymiana wiąże się z karą cofnięcia na linii startowej.

Aby bronić zdobytego dwa razy z rzędu tytułu, kierowca musi zacząć wygrywać, jednak jak dotąd po zwycięstwo udało mu się sięgnąć najdalej z szóstego miejsca na starcie. W znacznie bardziej komfortowej sytuacji jest Rosberg, który na razie nie musi martwić się karami za pozaregulaminowe wymiany części.

Patrząc na jazdę Niemca w Singapurze, cieszy on się aktualnie o wiele lepszą formą i przygotowaniem od Hamiltona.

Rosberg dał ostatnio pokaz opanowania, chociaż na końcowych okrążeniach po piętach deptał mu Daniel Ricciardo z zespołu Red Bulla. Hamilton stracił wówczas do swojego partnera 8 sekund, na dodatek w trakcie treningów zmagając z awariami w swoim samochodzie.

Obecny stan rzeczy wymaga refleksji nad tym, czy Hamilton faktycznie jest faworytem do sięgnięcia po tytuł mistrza w sezonie 2016.

Chociaż według ekspertów i bukmacherów szanse Brytyjczyka są ciągle spore, to pojawia się coraz więcej głosów poparcia dla Rosberga, który jeszcze nigdy nie ukończył sezonu na pierwszej lokacie.

Głos w tej sprawie zabrał m. in. Ricciardo, który jako kierowca F1 dobrze zna zarówno Rosberga, jak i Hamiltona. Zdaniem Australijczyka, większe szanse na mistrzostwo ma Niemiec.

„Przed letnią przerwą, kiedy Lewis zdołał nadrobić dużą stratę, jaka dzieliła go on Nico, to wydawało mi się, że nikt nie będzie w stanie go tknąć, ale Nico wrócił do gry.

„W takim wypadku zdecyduję się pójść pod prąd. Moim zdaniem to Rosberg zdobędzie tytuł mistrza”, uważa kierowca Red Bulla.

Aktualnie, przewaga Rosberga wynosi 19 punktów, a więc jegi pozycja w dalszym ciągu nie jest pewna. Jego przewaga może jednak wzrosnąć, jeśli Hamilton w dalszym ciągu będzie zmagał się z przeciwnościami, takimi jak słabe starty czy kary cofnięcia na linii.

Klasyfikacja kierowców przedstawia się w tej chwili następująco (czołowa piątka):

1. Nico Rosberg – Mercedes/Niemcy – 273 pkt

2. Lewis Hamilton – Mercedes/Wielka Brytania – 265 pkt

3. Daniel Ricciardo – Red Bull/Australia – 179 pkt

4. Sebastian Vettel – Ferrari/Niemcy – 153 pkt

5. Kimi Raikkonen – Ferrari/Finlandia – 148 pkt

Tymczasem już w najbliższy weekend (30 września – 1 października) na torze Sepang obędzie się GP Malezji. W odbywającej się w marcu ubiegłorocznej edycji zwycięstwo odniósł Sebastian Vettel, ale ekipa Ferrari obecnie wydaje się poza walką o pierwsze miejsce.

Naturalnie, typowania F1 przewidują w Malezji wygraną Rosberga lub Hamiltona, a losy wygranej w wyścigu, jak i całym sezonie, najprawdopodobniej rozstrzygną się między kierowcami Mercedesa.

Być może namieszają także kierowcy Red Bulla, Ricciardo i Max Verstappen. Pierwszy z nich kilkakrotnie był już blisko zwycięstwa, podczas gdy Verstappen niespodziewanie wygrał majowy GP Hiszpanii.

Niespodzianek nie można wykluczyć w żadnym momencie rywalizacji, a wszystko wskazuje na to, że losy mistrzostwa kierowców pozostaną nierozstrzygnięte aż do końcowej fazy sezonu.