Jerzy Owsiak: Historia karygodnego sukcesu

Fot. Zorro2212 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, Wikipedia

„Nie znam recepty na terroryzm – powiedział tuż przed startem Przystanku Woodstock Jurek Owsiak – ale na pewno nie jest nią nienawiść”. Drugiego dnia imprezy z głośników zabrzmiała Marsylianka, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi pod sceną utworzyło z kartoników flagę Francji. Niektórzy płakali…

Tegoroczny Przystanek był inny. Na trzy tygodnie przed imprezą wojewoda lubuski uznał festiwal, na którym nigdy nie było żadnych burd, za imprezę „podwyższonego ryzyka”. Po raz pierwszy teren został więc ogrodzony, zainstalowano monitoring i wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu. Wicewojewoda tłumaczył, że to na wszelki wypadek, bo blisko granica, bo terroryści. Owsiak skomentował to na swój specyficzny sposób: „Bardziej niż terrorystów boję się ogólnofestiwalowej sraczki wskutek złego jedzenia”. Wśród internautów pojawiły się głosy, że to początek końca największej w Polsce i jednej z największych w Europie imprez open-air. No, cóż, Owsiakowi (63) jakoś nigdy nie po drodze z władzą, nieważne czy z lewa, czy z prawa. Pajac w żółtej bluzie i czerwonych portkach propagujący seks i narkotyki, bo niby jak inaczej można zrozumieć hasło „róbta, co chceta” – mówili jedni. Nawołuje do anarchii – dodawali drudzy. I do grzechu – dokładał kościół. Tak naprawdę, wszystkim chodziło o jedno: Owsiak odniósł niewiarygodny wręcz sukces, a tego w Polsce nikomu nie można wybaczyć…

Syn milicjanta i księgowej
W którymś z rzadkich wywiadów Jurek wspominał rodzinny dom. Surowego ojca-milicjanta, piękną matkę, dziadków ze strony ojca, którzy byli niezwykłą parą – on walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, ona w oddziałach gen. Hallera (zniknęli w tajemniczych okolicznościach). Rodzina mieszkała najpierw w Gdańsku, a potem przeniosła się do Warszawy. Tu Jurek skończył liceum ekonomiczne, tu dołączył do środowiska hippisów, tu poznał Wojtka Waglewskiego, gitarzystę i kompozytora, dzięki któremu wsiąkł w środowisko muzyczne. Stworzył Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników (1988), które organizowało happeningi i imprezy muzyczne. Tak to się zaczęło, a potem już poleciało: autorska audycja muzyczna w Rozgłośni Harcerskiej, Brum w Trójce, Kręcioła w I programie PR, współpraca z TVP, RMF FM, Radiem WAWA itd.

Narodziny Orkiestry
W 1992 roku Jurek usłyszał apel o wsparcie finansowe kardiochirurgów z Centrum Zdrowia Dziecka i zainicjował zbiórkę w swoim programie Brum, a także w Jarocinie, który wtedy prowadził. Odzew był tak wielki, że w rok później utworzył Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, rokrocznie organizującą wielki Finał, czyli maraton koncertów i kwestę uliczną, w której biorą udział tysiące wolontariuszy. Pieniądze są przeznaczane na zakup sprzętu medycznego dla szpitali, ochronę zdrowia – przede wszystkim dzieci, ale też ludzi starszych. Orkiestra „gra” nie tylko w kraju. Od kilku lat „wyjeżdża” również za granicę. W Fundacji WOŚP za sprawy medyczne odpowiada żona „dyrygenta” Lidia Niedźwiedzka-Owsiak, absolwentka SGPiS.

On jest głową, ona szyją
Poznali się w liceum ekonomicznym, które bardzo niechętnie skończył Jurek. Mówi o niej czule „Dzidzia” i twierdzi, że dzięki małżeństwu z nią złapał Pana Boga za nogi. Ona potrafi zrealizować to, co on wymyśli, wszystko zaplanuje i poukłada. Na dodatek świetnie gotuje. A niewiele brakowało, żeby ten skarb przeszedł mu koło nosa. Kiedy na ślubie pan młody postanowił wystąpić w koszuli w kwiaty (ach, ci hippisi!), do tego jeszcze własnoręcznie uszytej, przyszli teściowie wpadli w szał, a ślub odwołano. Odbył się pół roku później, kiedy zakochany do nieprzytomności w narzeczonej Jurek ustąpił i kupił garnitur. Można to uznać za prawdziwy cud, bo on ustępuje rzadko i niechętnie. Może dlatego oprócz licznych przyjaciół ma też równie licznych wrogów. Nie jest elastyczny. Nie chodzi na kompromisy. Mówi, co myśli, nie przebierając w słowach.

Obsypany nagrodami
Odznaczenia państwowe, Wiktory, Medal Szczytu Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, Medal św. Jerzego Tygodnika Powszechnego – na Owsiaka spadł deszcz nagród. I oczywiście lawina błota. Fundację wciąż oskarża się o przekręty finansowe, czego dotąd nie potwierdziła żadna z licznych kontroli. „Fachowcy” wyliczają, ile zarabia na niej prezes i jego rodzina – z fundacją współpracują obie córki Owsiaka: Ola i Ewa. Zapytany o liczne mieszkania Jurek odpowiada, że ponad 100-metrowe mieszkanie kupił na 10-letni kredyt. Tego się dorobili z żoną po latach ciężkiej, choć wspaniałej i dającej szczęście pracy. Nie jest dobrze, bo człowiekowi bez winy nic już nie pomoże.

(eh)